JEZUS ULECZYŁ ZŁAMANE SERCE

ŚWIADECTWO EWY

Czas małżeństwa mojego syna, a szczególnie po rozwodzie, był trudny nie tylko dla niego. Widziałam, że cierpi. Ja też, jego matka, cierpiałam. Odeszła żona, synowa, którą pokochaliśmy, której zaufaliśmy. Ani syn, ani ja, nie rozumieliśmy, dlaczego tak się stało. Dzisiaj wiem, że młodzi małżonkowie nie żyli z Chrystusem i nie prosili Jezusa o pomoc w rozwiązywaniu ich wspólnych problemów. Jak jednak żyć dalej z cierpiącym, złamanym sercem?

Pan Bóg widząc nasze cierpienie i wołanie do Niego o ratunek, poprowadził nas do wspólnoty modlitewno-ewangelizacyjnej Marana Tha, działającej przy kościele św. Jakuba w Oliwie. Zaczęłam ratować się pierwsza, nie umiałam wówczas pomóc synowi. Po pewnym czasie, dzięki modlitwie w tej wspólnocie na Mszach św. wtorkowych w kościele św. Jakuba i Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie w kościele św. Michała Archanioła w Sopocie, dzięki uczestnictwu w grupie katechizacyjnej i osobistej modlitwie na Różańcu i Koronką do Bożego Miłosierdzia, wyrwałam się z przygnębienia i smutku. Zawsze, gdy się modliłam prosiłam Matkę Bożą, naszą Orędowniczkę i Pośredniczkę Łask, o pomoc dla syna.

Piotr się pogubił. Praca wprawdzie go pochłaniała, ale niewielka ilość wolnego czasu, która mu pozostała, prowadziła donikąd. Lokale, zabawy, nadużywanie alkoholu, późne powroty do domu. To była forma ucieczki i zagłuszenia cierpienia, którego doświadczył. Stracił w życiu już dużo, jak budować nowy dom, stworzyć nową rodzinę, odbudować wiarę w ludzi? To było ponad jego siły.

Modlitwa we wspólnocie była lekarstwem dla mojego poranionego serca, które Chrystus napełniał swoją Miłością i ufnością. Postawa wiary i właśnie ufności pokładanej w Bogu przez znajomych ze wspólnoty zaowocowały modlitwą zawierzenia Ojcu Niebieskiemu moich oraz Piotra problemów i spowodowała przemianę duchową również jego. Od stycznia bieżącego roku rzucił palenie, unika alkoholu, a co najważniejsze ustąpiło zniewolenie duchowe, to ostatnie po rekolekcjach. Dla mnie, matki stał się cud. Może to duże słowo, ale radość z jego nawrócenia jest dla mnie ogromna. Tym przełomem były marcowe rekolekcje w 2010 roku na Żabiance organizowane przez ks. prof. Andrzeja Kowalczyka, opiekuna duchowego wspólnoty modlitewno-ewangelizacyjnej Marana Tha w Oliwie, w których wzięliśmy udział.

„Czuję się wyzwolony, kamienie spadły mi z serca, radość i pokój pojednania z Jezusem Chrystusem dały mi skrzydła do życia” – zwierzał się Piotr po rekolekcjach. Muszę powiedzieć, że syn jest wiernym kibicem Lechii Gdańsk. Ma wykupiony karnet na mecze swojej ulubionej drużyny. W okresie rekolekcji, tj. 6 marca br., był mecz gdańskiej Lechii z Polonią. Jak nie pójść na mecz ukochanej drużyny, której kibicuje się od lat? Tym razem jednak rekolekcje okazały się ważniejsze. Syn podczas rekolekcji, po około 10 latach przerwy, przystąpił do sakramentu Spowiedzi św., rozliczył się z przeszłością. Widziałam, że nie obyło się bez walki duchowej. W milczeniu, bez nacisków, zawierzałam syna Matce Bożej. Prosiłam, aby była przy nim i wspierała w chwilach rozterki i niepokoju. Muszę dodać, że na tych rekolekcjach było także obecnych kilku znajomych mojego syna, również kibiców gdańskiej Lechii. Jest więc w nas miłość do Boga, do drużyny, patriotyzm lokalny, miłość do naszej Ojczyzny

Z wiary czerpiemy radość i pokój. Doświadczyliśmy pomocy Chrystusa poprzez modlitwę w Kościele, we wspólnocie. Przekonaliśmy się, że Bóg leczy złamanych na duchu. Teraz z synem z radością możemy powiedzieć: „Pan jest naszym Pasterzem, nie braknie nam niczego”, bo Bóg zamieszkał w naszych sercach, napełnił je swoją Miłością, Pokojem i Nadzieją, która nadaje życiu sens.

Gdańsk, marzec 2010r.

Ewa, lat 65 (we wspólnocie od 5 lat)

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
98 0.05600905418396